ALBUMY

                                                              HIMILSBACH  w fotografii Zygmunta Rytki 

Piszę to, bo wiem, że trudno niektórym Janka zaakceptować. Nawet w jego rodzinnym Mińsku. Bo tylu było ważniejszych, piękniejszych i odważniejszych od niego, a Janek, ten czasami znijaczony, jest dziś jedną z najbardziej pamiętanych postaci.
Tak już jest w sztuce. Tak jest. Może Janek nie dorastał do ról aktorskich, a szczególnie do opowiadań swoich. Może legendy o nim umniejszają go. Sprowadzają do „naturszczyka”, co to nawet nie rozumiał, jak wielkie rzeczy tworzy. Może i był Janek trochę Celnikiem Rousseau Peerelu. Ale jakie niezwykle piękne zostawił nam obrazy. Nie ma na nich kolorowych dżungli, tygrysów, ptaków rajskich jak u francuskiego prymitywisty. Jest szare, błędne marzenie.
Ale to wielka sztuka, by jak w Szabli Wysockiego ta nijakość, szarość, prawie spodlenie nagle zabiło tętnem niezwykłym. Znajomym w tym kraju szarości. Szarości, co nagle staje się wielka, nie do poznania.
Ernest Bryll (fragment wstępu)

 

                                                              REJS Feridun Erol

 

W Rejsie mam ulubioną scenę ( po za ” kultowymi”), kiedy Andrzej Dobosz mówi, że chodzi na pokazy Mody Polskiej. Potwierdzam, że chodził naprawdę, przyjaźnił się z modelkami. A z Panem Janem, postacią flagową festiwalu „ku czci” też mam wspomnienia. Wracaliśmy z pokazu, spotkaliśmy Pana Janka w okolicy Hotelu Europejskiego, trochę się znaliśmy (wódeczka i te rzeczy). Prosi o podwózkę na Górnośląską. Jesteśmy „ante portas”, mówimy, że Pan Jan był z nami na pokazie mody. Pani Barbara się wściekła i poszczuła nas swoim Topciem.
Niech ten festiwal się nigdy nie skończy, bo każdy z nas ma jeszcze w zanadrzu tysiące anegdot. Eviva l’arte!

Jerzy Antkowiak (wstęp do albumu)

 

NAKŁAD WYCZERPANY 🙁